Śladami czechosłowackiego ruchu oporu

Relacja z wycieczki na obchody rocznicy zrzutu grupy Silver A w Senicich


W relacji zamieściłem pliki wideo. Można je odtworzyć w przeglądarkach obsługujących HTML5. Niestety, nie zamierzam wrzucać ich na youtube.com, by je udostępnić w starszych wersjach przeglądarek. Większość tych filmów jest w języku czeskim, jeśli ktoś nie zna tego języka, to nic na to nie jestem w stanie poradzić.

Interaktywna mapa okolic Senic:




Geneza wysłania samolotu

"Battledress". Muzyka i tekst a text: Jan Vyčítal. Śpiewa: Robert Křesťan.


Historię operacji Silver A najlepiej oddaje ten film:


Zaczęło się to w okolicy tej wioski:

Senice

Zanim dotarłem pod pomnik poświęcony zrzutowi grupy Silver A, oczom mym ukazała się ta oto tablica pamiątkowa. Pięć osób z jednej rodziny Váňa. Nie była to rodzina Ryan.

Senice

No i jestem.

Senice

Senice

W okolicy Senic zeskoczyli w nocy na 29 XII 1941 roku spadochroniarze grupy Silver A. Alfréd Bartoš, Josef Valčík, Jiří Potůček. Radiostacją Libuše nawiązali łączność z rządem czechosłowackim w Anglii i uczestniczyli w przygotowaniu zamachu na Heydricha. Latem 1942 r. padli w boju za naszą wolność.

Senice

Tablica ku ich pamiątce została ustawiona w miejscu poprzedniej, na której napis był nieścisły.

Senice

W drugiej połowie czerwca organizowane są w Senicich obchody ku czci skoczków. Ich częścią jest pokaz skoków spadachronowych.

Senice

Pomnik po części oficjalnej.

Senice

Zrzut.

Senice border=

Lądują ...


Wiało jak diabli, ale dali radę.


Zanim do tego doszło...

Bartos Potucek Valcik
Alfred Bartoš Jiří Potůček Josef Valčík


Opracowano na podstawie: Geocaching: SILVER A / Vysadek

Po ósmej wieczorem na lotnisku Tangmere w hrabstwie Sussex było spokojnie. Nadchodził 28 grudnia 1942 roku. Niemieckie bombowce już kilka dni z powodu złej pogody nie pojawiały się nad Anglią, załogi brytyjskich samolotów i personel obsługi używały więc zasłużonego odpoczynku. Poza załogą samolotu Handley-Page Halifax Mk.II/srs.1a, na którego kadłubie i skrzydłach oprócz znaków przynależności widać także kody NF-V i symbole oznaczające przynależność do dywizjonu 138. Jego załoga się śpieszy, przygotowuje swój samolot na daleką i niebezpieczną drogę nad Europą. Mechanik kontroluje silniki i sterowanie samolotu, pierwszy pilot, kanadyjczyk kpt. Ronald C. Hockey sprawdza funkcjonowanie przyrządów pokładowych. W lotniskowych hangarach oddzielnie przygotowują się trzy grupy spadochroniarzy do swego nielekkiego zadania, są wyposażani w ubrania na przelot, uzbrojenie i materiały do wykonania swoich zadań na terenie nieprzyjaciela. Jedną z tych grup jest i SILVER A. Wszystkiego dogląda skpt.gst.Jaroslav Šustr, pilot - nawigator, którego zadaniem jest koordynacja zrzutu nad terytorium Protektoratu.

Zbliża się godzina dziesiąta wieczorem. Lekki południowo - zachodni wiatr zwolna targa ciężkie śniegowe chmury i miejscami ziemię oświeci matowe światło księżyca. Kapitan Šustr spogląda na niebo i myśli, że dzisiaj może się udać. Za sobą ma już dwa loty nad Czechosłowację, w czasie których pogoda uniemożliwiła zrzut spadochroniarzy. Dzisiaj wygląda to lepiej. Siedmiu członków trzech grup spadochroniarzy stoi posłusznie na terenie lotniska i czeka na ostatnie instrukcje. Nerwowość czuć na każdym kroku, ale większość spadochroniarzy stara się uśmiechać. Życzyć wszystkim szczęścia nadchodzi sam generał František Moravec. W czasie, gdy wszystkim podaje rękę, drugi pilot uruchamia cztery silniki ciężkiego Halifaxu i pozwala im na chwilę zagrać. Wszystko gotowe, wsiadajcie.

22:00. Silniki Halifaxa i dwóch osłaniających go Hurrican'ów rozbiegają się na pełne obroty i wszystkie trzy samoloty wznoszą się z pasa startowego. Szybko osiągają wysokość dziesięciu tysięcy stóp i kierują się na wschód. Nad kanałem La Manche dwa osłaniające myśliwce opuszczają grupę i wracają do bazy. Halifax swoją trasę kontynuuje samotnie. W rejonie Le Crotoy mija francuski brzeg - znajduje się nad okupowaną Europą.

Senice

Napięcie wewnątrz samolotu jest silne. W cywilnych ubraniach, na które skoczkowie mają naciągnięte jeszcze kombinezony na przelot, jest bardzo gorąco, spotęgowane jeszcze silnie przegrzanym wnętrzem samolotu. Wszyscy milczą, zajmując się swoimi myślami. Największe morale wykazuje właśnie grupa SILVER A, która w podobnym locie uczestniczy już trzeci raz. Ale i oni przeżywają bardzo gorące chwile, zwłaszcza w momencie, gdy samolot został zaatakowany przez niemieckie myśliwce.

Stało się tak niedaleko miasta Darmstadt. Niemiecka obrona przeciwlotnicza zauważyła przelot samotnego samolotu, w powietrze wkrótce wystartowały z niedalekiego lotniska dwa Messerschmitty Bf 109. Te za chwilę odnalazły brytyjski samolot, jednak zanim zdążą zaatakować, doświadczony kanadyjczyk za wolantem Halifaxa właśnie dokonuje stromego zejścia i manewru unikowego, dzięki czemu udaje mu się schować w rzadkich chmurach. Niemieckie myśliwce po chwili poszukiwań go jednak znowu odnajdą, znowu dzięki doświadczeniu pilota udaje się Anglikom uniknąć ataku. Dzięki niskiemu przelotowi nad ziemią udaje się definitywnie zniknąć myśliwcom z oczu. Po czasie Halifax ponownie wznosi się na wysokość przelotową i kontynuuje swą trasę. Mnóstwo śniegu w punktach orientacyjnych przeszkadza w orientacji i nawigator traci wiedzę o dokładnym położeniu samolotu. Nie tak całkiem, nad terytorium Protektoratu się przecież udało samolotowi dostać. Nad Pragą dostają się w zasięg artylerii przeciwlotniczej ulokowanej w Ruzynie, ta jednak dokonuje tylko nieznacznych szkód w samolocie. Nawigator mylnie bierze Pragę za Pilzno i sądzi, że przybliżyła się strefo zrzutu dla pierwszej grupy ANTHROPOID, zaplanowana na okolice Ejpovic. Kapitan samolotu sygnalizuje przygotowanie do zrzutu pierwszej grupy, zwalnia i zniża się na wysokość 200 metrów. Zakręca nad rozległymi polami pod Nehvizdami, niedaleko Pragi. Zapala się czerwone światło i Gabčík z Kubišem siadają przy otwartym okrągłym otworze w podłodze. Pozdrawiają kolegów skinięciem rąk i czekają. Zielone światło. GO!! Samolot opuszczają dwaj spadochroniarze. Jest 2:24 rano.

Senice

Tylni strzelec zgłasza otwarcie dwóch spadochronów skoczków i jeden ze zasobnikiem z materiałami.

Pilot dodaje gazu, wznosi nos samolotu w górę i za chwilę znów osiąga wysokość przelotową. Kieruje się na wschód. Nawigator przypuszcza, że kierują się do Čáslavi, jednak w rzeczywistości przemieszczają się około 40 kilometrów dalej na północ. Kilka minut później piloci znów pochylają nos samolotu ku dołowi i zniżają maszynę do wysokości przypisanej na zrzut spadochroniarzy. Znajdują się właśnie pomiędzy miastami Poděbrady i Městec Králové. Lecą nad rozległymi polami, więc jest trudno wytypować miejsce zrzutu. Znów w przestrzeni bombowej rozświetla się czerwone światło, dyspozytor lotu otwiera luk w podłodze i daje znak grupie SILVER A na przygotowanie się do skoku. Cała trójka wraz ze swoim zasobnikiem gromadzi się wokół okrągłego otworu w podłodze. Dyspozytor życzy im szczęścia, koledzy z SILVER B pozdrawiają ich machaniem dłońmi.

Samolot nadlatuje nad wioskę Senice, której zarysy są w mnóstwie śniegu i przyziemnej mgle ledwo widoczne. Jak tylko miną wschodni skraj wioski, drugi pilot przepina czerwone światło na zielone. Znak do zeskoku. W przestrzeni ładunkowej samolotu reagują natychmiast. Pierwszy skacze Bartoš, zaraz za nim Potůček. Po nich Valčík razem z dyspozytorem Šustrem wsadza do otworu pojemnik z materiałem operacyjnym, ten się jednak klinuje. Obaj zmagają się z nim, a cenne sekundy uciekają. Uwolnienie zasobnika trwa właściwie kilka chwil, ale dla wszystkich na pokładzie jest to wieczność. Natychmiast po zasobniku skacze Valčík. Tych kilka sekund jednak rozdziela skoczków o kilkaset metrów.

Senice

Pola pomiędzy wioskami Vrbice, Podmoky i Senice, na których wylądowali Bartoš z Potůčkiem. Valčík z zasobnikiem wylądował kilkaset metrów na zachód, w okolicy wioski Ostrov.

Šuster daje znak pilotom i ci kierują samolot do następnej lokalizacji. Cztery spadochrony opadają chłodną zimową nocą ku zaśnieżonym polom pomiędzy wioskami Senice, Vrbice i Podmoky. Grzmot silników Halifaxa słabnie w oddali i w okolicy znów zalega cisza. Cisza naruszana jedynie szczekaniem wioskowych psów i świstem lekkiego wiatru, które swym brzmieniem dają okolicy złudny obraz pokoju. Trzej spadochroniarze właśnie lądują pośrodku zmarzłego i zawianego śniegiem zaoranego pola. Jest 2:37 rano, 29 grudnia 1942 roku. Operacja SILVER A właśnie się zaczyna...

Senice

Mapa przelotu Halifaxa opracowana przez Służbę Meldunkową Luftwaffe.

Po raz pierwszy na terytorium Protektoratu ....

Uderzenie o twardą ziemię odbiera Bartošowi dech. Jak był nauczony podczas ćwiczeń, zanim nogi dosięgną powierzchni, kuli nogi w kolanach i stara się osłabić uderzenie przewrotem. Udaje się to z trudnością, śniegu jest mnóstwo, a dzięki silnym mrozom jest zmarznięty na kość. Ciężkawo podskakuje i pociągnięciem za linki wydmuchuje powietrze z czaszy spadochronu, jedynie lekki wschodni wietrzyk wieje z jego kierunku. Zyskuje kontrolę nad spadochronem. W mroku wypatruje kolegów. Jeden, Jirka Potůček właśnie ląduje na polu kawałek od niego. I dla niego zeskok na zawalone śniegiem, zmarzłe zaorane pole nie jest prosty. Błyskawicznie jest jednak na nogach, szybko składa zielone płótno spadochronu i z uśmiechem na ustach zwraca się do swojego dowódcy.
"Jesteśmy w domu, Fredo!"
"Jesteś w porządku?"
"Jestem, ale nie wiem, co jest z Pepikem. Nad sobą go nie widziałem!"

Ze względu na ciemne niebo nie widzą miejsca lądowania swego kolegi. Tylko mały towarowy spadochron z pomocniczym radioodbiornikiem opada niedaleko od nich. Chwyta go i składa Potůček. Huku Halifaxa już niesłychać. Obaj spadochroniarze chwilę niecierpliwie wyczekują i wytężają słuch. Sądzą, że pilot przy nieudanym zrzucie trzeciego człowieka zawróci maszynę i za chwilę samolot znów zahuczy nad ich głowami. Jest jednak cicho.
"Jirko, pakujemy spadochrony i idziemy je zakopać. Zagrzebiemy i to radio. Teraz nie możemy myśleć, co się stało z Pepou. Musimy jak najszybciej zniknąć. Tam we wiosce ktoś się mógł zorientować, żeśmy tu wylądowali i może kogoś o tym powiadomić!"
Metalowe saperki wgryzają się w zmarzniętą glebę obok ścieżki. Obaj pracują gorączkowo, również dlatego, że i mróz zaczyna im włazić za skórę. Zdejmują kombinezony lotnicze i również je wrzucają do wykopanych jam. Wszystko jest gotowe, teraz ważne, aby co najszybciej stąd odejść. Obaj przypominają sobie instrukcje przed lotem, gdzie im radzono by wziąć sobie do serca aby po zakopaniu spadochronów ukryć się w najbliższym lesie i poczekać do rana. Orientacja w ciemnej okolicy nie jest jednak lekka, a na dodatek nie ma tu żadnego lasu. Tylko wioska i pole. Kierują się na drogę, oddaloną od majaczącej w mroku wioski.
"Idziemy na wschód, tam byśmy mogli znaleźć Pepika. Sądzę, że samolot także leciał na wschód."
Ostrożnie stąpają po śniegu, znajdują drogę i udają się nią dalej. Od czasu do czasu cicho wołają imię kolegi, często się zatrzymują i uważnie nasłuchują. Po Valčíku ani zasobniku z materiałami ani widu, ani słychu.
"Jeśli Valčík skoczył i jest w porządku, będzie miał zasobnik ze sobą. Tutaj już nic nie zrobimy, tylko byśmy tu niepotrzebnie narobili mnóstwo śladów stóp. Idziemy stąd, wrócimy się tutaj później."
"Fredo, naprawdę nie będziemy już wyglądać za Valčíkiem?"
"Jeśli go nie spotkamy po drodze, to nie!"
Po paruset metrach podchodzą do następnej wioski. Podmoky, głosi drogowa tablica przy skrajnych domostwach. Szybkie spojrzenie na mapę.
"Jirko, my nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być!"

Valčíkowi ze Šustrem udaje się przerzucić otworem w podłodze samolotu zasobnik z materiałem, Josef skacze zaraz za nim. Szybki prąd zimnego powietrza uderza go w plecy. Czuje szarpnięcie i z ulgą obserwuje, jak nad nim rozwija się jedwabna kopuła spadochronu. Ziemia zbliża się szybko, ma większe szczęście, gdyż opada na nieorany kawałek pola. Przepisowo składa spadochron i szybko biegnie po zasobnik z towarem, który spadł niedaleko od niego. Wszystko ma zabezpieczone, przez chwilę zastga w bezruchu i nasłuchuje. Nigdzie nikogo, tylko w niedalekiej wiosce szczeka pies. Po kolegach ani śladu. Valčík wie, jakie zdarzenie go spotkało, więc najpierw nie szuka kolegów, ale zajmuje się zakopaniem spadochronu i kombinezonu. Jamę, w której to wszystko ukrywa wykopał obok drogi. Zasypuje wszystko śniegiem, chwyta radiostację i wychodzi na drogę. Radiostacja jest najcenniejsza, dlatego stara się znaleźć dogodniejsze miejsce do jej ukrycia. Jak tylko oko sięgnie, wszędzie są tylko pola. A jednak kilka krzewów i niskich drzewek obrasta rów rozdzielający pola. Tam zagrzebuje radiostację w głębokim śniegu i wybiera się na poszukiwania Bartoša z Potůčkiem. Krąży okolicą nucąc ulubioną angielską piosenkę. Ma nadzieję, że ją koledzy usłyszą. Wraca do miejsc, gdzie sądzi, że wylądowała pozostała część jego zespołu. Nigdzie żywej duszy.
"Chłopakiiii !!"
Kilkakrotnie półgłosem powtarza te słowa Nic. Jest sam!
Jednak nie traci głowy i wychodzi na drogę do najbliższej cywilizacji. Przychodzi do wioski Senice. Świt zastaje go na drodze do Poděbrad...

Alfred Bartoš i Jiří Potůček po tym, gdy nie znaleźli swego kolegi, udali się do niedalekiej wioski (Podmoky). Zadzwonili do kierownika szkoły Josefa Glose. Jego małżonkę obudził huk silników krążącego samolotu, więc wizyta dwóch nieznajomych ludzi jej nie zdziwiła. Na pytanie nauczyciela, kim są, odpowiedzieli "spadliśmy z nieba i potrzebujemy pomocy". Nauczyciel chętnie zapewnił obu dach nad głową na resztę nocy. I nie tylko to. Zaprzysiągł współpracę z ruchem oporu. W poźniejszym czasie Potůček wielokrotnie do niego przyjeżdżał a nauczyciel przekazywał mu cenne wiadomości dla Libuši. Od kierownika szkoły obaj skoczkowie następnego dnia udali się do swojego miejsca działania, do Pardubic.

Josef Valčík zakopał spadochrony i radiostację, a po nieudanym poszukiwaniu kolegów udał się do Poděbrad. Pierwszy z jego adresów kontaktowych, które dostał przed odlotem był spalony, łącznik był w tym czasie już w więzieniu. Dopiero dalsze adresy były w porządku. Był problem z załatwieniem samochodu do przewozu ukrytych materiałów, więc przed Sylwestrem zakupili sanie, za pomocą których przewieźli jeden spadochron i radiostację. Drugi spadochron, kombinezon lotniczy i saperka znikły. Znalazł je rano jeden z rolników i odwiózł na posterunek żandarmów. Dochodzenie i przeszukanie miejsca znaleziska się jednak na szczęście odwlekło więc mógł Valčík resztę rzeczy odwieźć.

Ostatniego dnia 1941 roku się wszyscy skoczkowie spotkali u jednej rodziny w Mikulovicich. SILVER A była znów w komplecie.....

Mikulovice - tablica na domu Švadlenków

Filmik z obchodów 76 rocznicy zrzutu spadochroniarzy można obejrzeć pod tym linkiem: Vzpomínková akce SILVER A, Senice 23. 6. 2018
a fotorelację w galerii na stronie wioski: Fotogaleria Radki Machkovej

Cel i działalność grupy Silver A jest dość dobrze opisana i na polskiej Wikipedii:
Operacja Silver-A

W dużej mierze wysłanie grupy SILVER A jest związane ze stopniową likwidacją działalności grupy, której gestapo nadało kryptonim Drei Könige, po czesku Tři králové. Rząd czechosłowacki w Londynie po utracie z nimi kontaktu wysłał grupę Silver A, by kontakt z ruchem oporu wznowić. Grupa Anthropoid miała dokonać zamachu na Heydricha, grupa Silver B miała dostarczyć radiostację "Božena" dla organizacji ÚVOD.
Jest ciekawy 7 odcinkowy serial poświęcony grupie Tři králové. Dostępny na youtube pod tymi linkani:


Zamach na Heydricha


Operacja Antropoid


Wydarzenia r. 1942 na Končinách i w Bohdašíně


Opowiadanie o zdarzeniach na Končinach


Wycieczka w Góry Jastrzębie


Jednym miejsc, w których grupa Silver A działała, były okolice Červeného Kostelce, u podnóża Jestřebích hor. Wybrałem się tam z Hronova, autobusikiem podjechałem na odbočku na Krkavčinę. Odwiedziłem obiekty czeskiej linii Maginota TS-19 i TS-20, a następnie udałem się do Bohdašína i na Kostelecké Končiny. Miejsca te są związane z ostatnimi chwilami działalności J. Potůčka.



Opracowano na podstawie tego artykułu.

Jiří Potůček to osoba z grupy Silver A, która działała m. in. na Červenokostelecku, leżącym na granicy Sudetów i Masywu Czeskiego. Zrzucony został niedaleko Senic pod Poděbradami, nocą 29-go grudnia 1941 roku. Tej nocy zrzucono również zasobnik ze skrzynią zawierającą radiostację nazwaną Libuše, z którą najmłodszy członek grupy zwiąże dosłownie swój los aż do ostatnich dni życia. Emigracyjny rząd w Londynie powierzył mu głównie działania wywiadowcze i organizacyjne ( ma m.in. wznowić podówczas przerwaną łączność radiową z krajowym ruchem oporu). Jego terenem działania ma się stać Pardubicko. Po kilku dniach perypetii z pomocą pierwszych współpracowników z adresów kontaktowych Jiří Potůček (o konspiracyjnym nazwisku Alois Tolar) i Alfred Bartoš szczęśliwie spotykają się pod Pardubicami z Josefem Valčíkiem, który przywiózł już i radiostację. Radiostację ukrywają w maszynowni kamieniołomu Hluboká w Dachově u Miřetic. Pierwsze połączenie z centralą w Londynie nawiązuje radiotelegrafista Potůček 15-go stycznia 1942 roku (wszyscy trzej skoczkowie są natychmiast awansowani przez zadowolony rząd londyński - Potůček na sierżanta). Bartoš i Valčík zaczynają - mniej więcej niezależnie od siebie - budować liczną sieć kontaktów na Pardubicku. Potůček zmienia kryjówki w pobliżu Hluboké, gdzie nocami odbiera - z przerwami aż do 10 czerwca - instrukcje z Londynu i gdzie nadaje szyfrowane relacje o działaniach organizacji ruchu oporu, wojskowe i gospodarcze depesze, ale i drobnostki o atmosferze i codziennym życiu w Protektoracie (te mają służyć do szkolenia następnych grup skoczków). Stopniowo Bartoš i Valčík z godnym podziwu powodzeniem nawiązują kontakty z niektórymi dalszymi spadochroniarzami na terytorium Protektoratu, włącznie z członkami grupy Anthropoid, a także z praskimi komórkami ruchu oporu. W marcu nawet z jednym z Tří králů, kapitanem sztabowym Morávkem (a za jego pośrednictwem także z kluczowym agentem Paulem Thümmelem). Współpracują również z sokołową organizacją ruchu oporu Jindra, której członkowie odegrali doniosłą rolę w zamachu na Heydricha.

Ze względu na to, że nadawaniu Libuše czasami przeszkadzają problemy techniczne, stara się Alfred Bartoš o zabezpieczenie rezerwowych radiostacji. O pomoc prosi - za pośrednictwem praskich Sokołów - nielegalną sokolnicką organizację S 21 B. To tędy wiedzie droga do Jestřebích hor i na Červenokostelecko. Tajną grupą oporu 1-go okręgu Podkrkonošské župy Jiráskovy dowodzi nauczyciel Josef Schejbal z Malých Svatoňovic. Po raz pierwszy tutaj Alfred Bartoš – w towarzystwie Josefa Valčíka – przyjeżdża 8-go marca 1942. Jak písze Zdeněk Jelínek w publikacji "Operace Silver A" (najnowsza z 2010), z pomocą technika Jaroslava Vokatého z Č. Kostelce, inspektora telegrafisty Jana Balatky z Úpice i radiomechanika Jaroslava Merty z Rtyně (wszyscy później w związku z heydrichiadą zginą) w svatoňovickiej szkole miejskiej zbudowano rezerwową radiostację. Ukryto ją zaś u nauczyciela Ladislava Satrana na strychu szkoły gminnej w Bohdašíně pod Červenym Kostelcem (podobno trzykrotnie ją tutaj wiosną 1942 roku przyjeżdżał wypróbować Jiří Potůček, ostatni raz na tydzień przed zamachem).

Bohdašín

Na początku marca nadszedł pierwszy kryzys związany z zatrzymaniem kilku współpracowników z Pardubicka. Nieszczęsnym zbiegiem okoliczności Valčík został zdekonspirowany i musiał natychmiast opuścić Pardubice. Następnie w kwietniu Bartoš przenosi go do Pragi gdzie razem z Kubišem i Gabčíkem współpracuje w przygotowaniach do zamachu na Heydricha. W tym czasie gestapo już poszukuje tajnej radiostacji, której sygnał namierzyło w trójkącie Chrudim–Seč–Hlinsko. Z tego powodu Jiří Potůček tymczasowo przemieszcza się do Bohdanče, ale później znowu nadaje z kamieniołomu Hluboká. W połowie kwietnia Jiří Potůček przenosi się do Švandova mlýna w Ležákách, przy czym radiostacja pozostaje ukryta w Hluboké. Członkowie zrzutów Anthropoid, Out Distance i Silver A łączą swe siły w przygotowaniach do (nieudanego) bombardowania pilzneńskich zakładów Škody. Fatalnym punktem zwrotnym staje się 27 maja 1942 roku, dzień udanego zamachu na Reinharda Heydricha.

Czwartego czerwca, podczas drugiego stanu wojennego nadaje Potůček do Londynu szczegóły zamachu, 6-go czerwca odbiera wiadomość: „Od prezydenta. Cieszy mnie, że utrzymujecie łączność, i gorąco Wam dziękuję". Za pośrednictwem sokołowych partyzantów Potůček i Bartoš dowiadują się o kryjówce spadochroniarzy w krypcie nieokreślonego praskiego kościoła. 10 czerwca przenosi Jiří Potůček radiostację Libušę – na niecały tydzień – do kryjówki w Ležákách.
Następuje największy wstrząs – Karel Čurda przychodzi do siedziby gestapo w Petschkově paláci by wydać spadochroniarzy związanych z zamachem oraz ich współpracowników; w swoim donosie wyda i małżonków Krupkových, najbliższych współpracowników spadochroniarzy w Pardubicích. Potůček pospiesznie opuszcza kryjówkę w Ležákách. 18-go czerwca gestapo i SS uderza na spadochroniarzy w kościele Cyryla i Metodego w ulicy Resslově. Między ofiarami jest i Josef Valčík. Przebiegają rozległe aresztowania na Pardubicku, są zatrzymane dziesiątki współpracowników Silver A. 21-go czerwca w domu Krupkových zaskoczony został przez gestapo Alfred Bartoš, który po nieudanej ucieczce odbiera sobie życie. Trzy dni później spalono Ležáky, gdzie się wcześniej ukrywał Jiří Potůček. Wszyscy dorośli (najmłodsza dziewczyna nie miała jeszcze 16 lat) byli zamordowani, zdecydowana większość dzieci zginęła zagazowana w samochodach w Chełmnie.

Gdzieś pomiędzy 18-tym a 20-tym czerwca przenosi się Jiří Potůček z radiostacją do Bohdašína, do tymczasowej kryjówki w gminnej szkole pod jednym z grzbietów Jestřebích hor.

Bohdašín

Bohdašín

Jak pisze Pavlína Nývltová we swej wybitnej książce o działalności J. Potůčka na Červenokostelecku "Příběh odvahy a zrady" (2007), w ciągu dnia ukrywa się w mieszkaniu dwudziestosiedmioletniego kierownika szkoły Ladislava Satrana, członka sokolnickiej grupy S 21 B, nocą nadaje ze szkolnego strychu. Jednak niebawem gestapo namierzyło Potůčkův sygnał, 26-go czerwca służba nasłuchowa przechwytuje jego już ostatnią szyfrowaną depeszę dla Londynu:
„Ležáky u Vrbatova Kostelce (Skuteč), gdzie byłem ze swoją stacją, zrównane z ziemią. Ludzie, którzy nam pomagali zostali aresztowani. Tylko z ich pomocą mogłem uchronić stację i siebie. (...) Zostałem w tej chwili sam. Ludzie się boją i są nieufni...“
Ciśnienie, któremu byli poddani ofiarni współpracownicy Silver A z Podkrkonoší, dobrze obeznani z falą aresztowań w Pardubicích i losem Ležáků, było olbrzymie: Ladislav Satran, według niektórych świadectw w tych dniach silnie zaniepokojony, dobrze wiedział, że obecność Jiřího Potůčka w Bohdašíně jest nie do ukrycia. Zaczyna – razem ze swoimi przyjaciółmi - improwizować. Z prośbą o pomoc z uzyskaniem dla spadochroniarza nowej tożsamości i znalezieniu nowej kryjówki zwróci się 27-go czerwca bezpośrednio, w jego gabinecie do dr. Viléma Dvořáčka, powiatowego lekarza w Rtyni v Podkrkonoší, byłego oficera armii czechosłowackiej. Lekarz jednak szczerej odpowiedzi się uchylił, a o wszystkim zwierzył się swojemu szwagrowi, rtyňskému Niemcowi, żandarmowi i członkowi NSDAP Franzowi Beier'owi. Jego donos, który o dwa dni później dotrze do siedziby kralowieckiego gestapa, jest początkiem końca członków miejscowej grupy ruchu oporu i sierżanta Potůčka.

Bartos Potucek
Ladislav Satran Zdeňka Satranová


Bohdašín

Bohdašín

Ofiarom nazizmu 1942 Bohdašín – Končiny
Klikar Josef, Satranová Zdeňka, Satran Ladislav, Geisler Josef, Hejna Václav, Burdych Antonín st., Burdych Antonín ml., Burdychová Josefa, Burdychová Milada, Hampl Miloslav, Merta Jaroslav, Ježek Karel, Prouza Stanislav, Schejbal Josef, Kábrt Karel, Falta Josef. Vokatý Jaroslav. Na tablicy jest też imię Jiřího Potůčka – Tolara.


W porannych godzinach 28-go czerwca obawy podkarkonoskich bojowników wzbudzają rozległe poszukiwania radiostacji w okolicy Jestřebích hor. Tym razem bezskuteczne. Jest jasne, że Jiří Potůček musi z Bohdašína uciekać: w ciężkiej chwili przychodzi dobra wiadomość od červenokosteleckiego nauczyciela Václava Hejny, że się Potůček będzie mógł ukryć w Doubravici pod Dvorem Králové u kierownika szkoły, sokolnickiego bojownika Karla Ježka. Brat żony Ladislava Satrana, rolník Antonín Burdych (37 lat), zaproponuje, że Jiřímu Potůčkovi udzieli czasowego schronienia w swym gospodarstwie w niedalekiej osadzie Končiny – na dwa, trzy dni, zanim będzie przygotowana nowa kryjówka w Doubravici. Potůček przenosi się na Končiny jeszcze tego samego dnia. Znajduje przytułek w tajnej skrytce na zboże, małym pomieszczeniu bez okien z wejściem od dachu, które Burdychowie na Končinách wybudowali między częścią mieszkalną a gospodarczą swojego domostwa podczas pierwszej wojny światowej. O jego pobycie wiedzą trzydziestosześcioletnia małżonka Burdycha Milada, jego rodzice Antonín i Josefa; synowie gospodarza, ośmioletni Antonín i dwunastoletni Vladimír, nie mieli o Potůčku pojęcia.

Rodina Burdychova Antonín Burdych st. Josefa Burdychová
Rodzina Burdychów: (od lewej) Milada Burdychová,
Antonín Burdych najmł., Vladimír Burdych,
Antonín Burdych mł.
Antonín Burdych st. Josefa Burdychová


Burdychův statek kdysi Burdychův statek dnes Tajná místnost, kde Jiří Potůček přebýval
Dom Burdychův dawniej
(kółkiem oznaczono miejse ukrycia Potůčka)
Dom Burdychův dzisiaj Tajne pomieszczenie, gdzie Jiří Potůček przebywał


W poniedziałek 29-go czerwca dochodzi do siedziby královéhradeckého gestapa donos Beier'a. Jedna poszlaka zacznie objaśniać drugą – nazwisko Satrana padło przypuszczalnie już przy przesłuchaniach pardubickich współpracowników Silver A – więc gdy następnego ranka, we wtorek 30-go czerwca, pojawi się dziesiątka hradeckich gestapowców z policyjnym psem na červenokosteleckim posterunku żandarmów, wszystko przebiegnie ze zdecydowaną logiką. Ladislav Satran był zaskoczony przez gestapo w czasie przedpołudniowej przerwy; według niektórych źródeł był - po tym jak gestapo bezskutecznie poszukiwało kryjówki spadochroniarza i radiostacji w budynku szkoły - katowany jeszcze na Bohdašíně, po czym był przewieziony na posterunek w Červeném Kostelci, gdzie był bezlitośnie przesłuchiwany. W międzyczasie są na posterunek przywlekani niektórzy dalsi współpracownicy Satrana. Dopiero około trzeciej godziny popołudniu - jest znamienne, że po wojnie gestapowcy, ale i niestety niektórzy czescy żandarmi próbowali w swych opowiadaniach cierpienie Satrana pomniejszać - udało się skatowanego Ladislava Satrana zmusić do tego, aby wydał miejsce ukrycia Potůčka na Končinách. Gestapo natychmiast zmobilizowało żandarmów i osada Končiny została okrążona.

Končiny, idylliczne półpustkowie z przyległym lasem na wzgórzu ponad Červeným Kostelcem z widokami na Krkonoše i Orlické hory, jest miejscem, które ostro kontrastuje z wydarzeniami, które się tu mają dokonać. Gestapowcy Antonína Burdycha młodszego i jego żonę zastali przy pracy na polu, za ich budową. Nawet po gwałtownym przesłuchaniu młodego gospodarza się im nie udało dowiedzieć, gdzie się znajduje kryjówka spadochroniarza. Antonín Burdych wykorzystał chwilę nieuwagi policjantów i zaczął uciekać w dół stoku w kierunku lasu. Prześladowany strzelającymi gestapowcami - strzelaninę na rozkaz gestapowców podjęli też stojący nieopodal żandarmi - upadł raniony kilkoma kulami na skraju pobliskiego lasu.

Kostelecké Končiny

Co mogło się dziać w głowie ukrytemu Potůčkovi, który musiał wszystko dobrze słyszeć? W końcu udało się gestapu położenie kryjówki ustalić, zagadką pozostało jednak jej wejście. Biciem zmusili Antonína Burdycha starszego (jego małżonka w tym czasie podobno przebywała na Bohdašíně), aby wskazał im dojście do kryjówki ze strychu. Gdy gestapowcy zbliżali się do wejścia w podłodze strychu, klapa się nagle otwarła, a przed nimi pojawił się Jiří Potůček. Kilkakrotnie wystrzelił z pistoletów w obu rękach i wyskoczył z lukarny strychu. Długim skokiem się znalazł za budynkiem i pod ogniem gestapa i żandarmów skierował się do pola żyta, które jego ucieczkę w kierunku na południe bardzo dobrze kryło.

Antonín Burdych, najmłodszy syn gospodarza z Končin, we swych odręcznie pisanych wspomnieniach pisze: „We wtorek, późno po południu, wracałem ze szkoły w Červeném Kostelci oddalonej o 2 km. Wtedy uczyliśmy się do 15 lipca, gdy dopiero zaczynały się wakacje. Po drodze do domu cieszyłem się, że zjem knedliki z jagodami, które to jagody poprzedniego dnia nazbierałem i poprosiłem mamę, aby mi je ugotowała, ponieważ bardzo je lubiłem. Byłem już 500 m od domu, i po drodze miałem jeszcze przejście lasem długim na 150 m. Wtem usłyszałem strzały, które mi przypominały zrzucanie desek z auta na ziemię. Wnet nadbiegł do mnie od Končin żandarm, i krzyczał do mnie czy nie widziałem uciekającego mężczyzny tylko w portkach, koszuli i bosego. Odpowiedziałem, że nie, i byłem rażąco i nieprzyzwoicie zbyty. Dziwiłem się, co się tu dzieje. Gdy wreszcie doszedłem do lasu, biegł już naprzeciw mnie brat Vladimír, który całe to nieszczęście widział na własne oczy, i oznajmił mi, co się u nas stało. Ani trochę tego moja ośmioletnia głowa nie rozumiała. (...) Nigdy nie zapomnę tej drogi od lasu która była zbroczona krwią z ran tatusia. Kiedy przyśliśmy do domu, znaleźliśmy przed domem na ziemi w drgawkach z zawałem serca mamusię, z którą już nigdy nie mogliśmy porozmawiać. Dom był już pusty." Antonín Burdych zmarł od ran w czasie przewożenia go do Červeného Kostelce na wozie rolniczym. Razem z jego żoną był aresztowany i jego ojciec, ranny w czasie ucieczki Potůčka ze strychu. Nakrótko się dla obu roztrzęsionych chłopców została nadzieją ich babcia, która wróciła z Bohdašína, gdzie gestapo przed południem aresztowało jej córkę i zięcia - i ją jednak szybko odwiozło policyjne auto.

Już tego wieczora oraz w ciągu najbliższych dni przebiegały na Červenokostelecku bezlitosne aresztowania - aresztowany był Josef Schejbal, dowódca S 21 B, nauczyciele Václav Hejna, Josef Geisler i Karel Ježek, konstruktorzy rezerwowej radiostacji i inni współpracownicy Bartoše i Potůčka. Kostelecké Končiny i Bohdašín miały podzielić los Lidic i Ležáků. Że się tak w końcu nie stało, doszło dzięki zbiegowi okoliczności, znaczną rolę odegrał w tym náchodský radca policyjny dr. Jan Chudoba.

Bohdašín Kostelecké Končiny Kostelecké Končiny
W Bohdašíne Tablica ku czci poległych Droga, którą uciekał Antonín Burdych młodszy


Jiří Potůček zbiegł. Bezbłędnie kierował się na Pardubicko, w okolice, które blisko znał. W osadzie Pastviště u Řešetovy Lhoty mu jedzenie i przede wszystkim improwizowane obuwie przekazali małżonkowie Stolínovi. Ciekawie wspominała wygląd Jiřího Potůčka Ludmila Stolínová, bývalá sprzedawczyni tkanin. „Był bardzo ładny, wysoki, krzepkiej sylwetki, opalony, i miał piękne, zdrowe zęby. Miał na sobie ładną jedwabną koszulę w prążki, z krótkimi rękawami i jasne, beżowe spodnie [z innych źródeł wiemy, że pumpki] z drogiego, wełnianego materiału ‚fresko‘.“ Jak się pisze w opracowaniu Libora Pařízka w nowo okomentowanym wydaniu Jelínkovy książki "Operace Silver A", w której się szybką i bezpieczną ucieczkę Potůčka postarał zrekonstruować, przemieszczał się Potůček dalej trasą Studnice–Dolsko–Běleč. Już wieczorem 1-go lipca był widziany pod wsią Stéblová przed Pardubicemi. Następnego ranka, podczas poszukiwania jednego ze swych znajomych, który podówczas był już aresztowany, zwrócił się w Rosicích nad Labem do niecnego człowieka. Ten go natychmiast wydał na miejscowym posterunku policji. Godzinę później był już Jiří Potůček zastrzelony przez czeskiego żandarma, gdy wyczerpany zuchwałą ucieczką odpoczywał pod drzewem w dębowym zagajniku pod Trnovą u Pardubic. Tam, gdzie szukał schronienia, znalazł w końcu ostatni członek grupy Silver A i ostatni spadochroniarz, który się podjął – jako telegrafista – zamachu na Heydricha, swoją śmierć.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem, w pardubickim Zámečku, miejscowej siedziby Schutzpolizei, zastrzelono czterdziestu współpracowników Silver A z Pardubicka. Tydzień później, 9-go lipca w tym samym miejscu zgładzono 15 współpracowników spadochroniarzy z podkarkonoskiej grupy S 21 B, w tym Josefa Schejbala, Milady, Josefy a Antonína Burdychových i małżonków Satranových. Od czasu do czasu spotykam się z twierdzeniem, że krajowy ruch oporu w czasie drugiej wojny światowej stracił właściwą siłę i żywotność. Imienny spis książki Jeínka, tzn. przede wszystkim rejestr tych, o których Jiří Potůček mówił w swej ostatniej depeszy, ludzi, z których pomocą mogli spadochroniarze na Pardubicku i Červenokostelecku w Protektoracie działać, liczy dziesiątki setek nazwisk. To mało?

Kostelecké Končiny

Na Končinách na końcu wojny doszło do jeszcze jednej tragedii. Po tym, gdy rodzinę Burdychů za wyjątkiem małoletnich dzieci Niemcy wymordowali, było ich gospodarstwo i pole skonfiskowane przez państwo, i przydzielone sudeckiej Niemce, fanatycznej nazistce i byłej urzędniczce hradeckého gestapa, Annie Ludwig. Pomimo tego, że w ogóle nie znała się na rolnictwie, a gospodarstwo pod jej zarządem marniało, wytrzymała na nim aż do końca wojny. Gospodarstwo opuściła 5-go maja 1945 roku, kiedy to posiadłość przyszedł odebrać razem ze starostą Horního Kostelce prawowity spadkobierca Vladimír Burdych, który spędził resztę wojny ze swym młodszym bratem u rodziny. W przejęciu posiadłości uczestniczył jeszcze sąsiad Burdychů František Jiroušek ( Končiny 156).
Kostelecké Končiny

Tablica na domu F. Jirouška
Niestety, o jej istnieniu dowiedziałem się po wycieczce. Fotografia ze strony vets.cz.


Ten w złości rzucił za odchodzącą nazistką obraz Führera, który wisiał w odebranym domostwie. Dwa dni później Kostelecko dostało się jeszcze na krótko pod kontrolę niemieckiej armii i Anna Ludwig się na Končiny wróciła w towarzystwie dwóch uzbrojonych żołnierzy. Jeden z nich na jej rozkaz Jirouška zastrzelił, nazistka chciała jeszcze posiadłość spalić, ale w końcu spakowała do skrzyń najcenniejsze rzeczy wraz z zapodzianą butelką wina, wybrała z kurnika jajka i przymusiła sąsiada Balcara, aby podstawił powóz. Razem z osobliwym ładunkiem, żołnierzami i zwłokami zastrzelonego Jirouška odjechała do Kostelce, skąd udało się jej zniknąć z wycofującą się niemiecką armią.